sobota, 21 maja, 2022
16.5 C
Warszawa

Prawo autorskie w kontekście e-commerce

Rozpoczynając rozważania na temat praw autorskich warto najpierw przytoczyć odpowiednie źródło. Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83), stanowi zbiór praw, które powinny być punktem wyjścia. Chcąc publikować w internecie, lub tym bardziej planując powielanie pracy innych osób, warto zajrzeć do ustawy,  szczególnie po to by mieć świadomość  – co nam wolno, a co może już być zakwalifikowane jako łamanie prawa?

W dobie ogromnej konkurencji pomiędzy sklepami internetowymi, pomiędzy aukcjami różnych sprzedawców, a nawet pomiędzy przedsiębiorcami oferującymi elektroniczne produkty informacyjne, np. e-booki, poradniki w formie PDF itd., na dobre rozgorzała walka o względy internautów. Każdy użytkownik sieci, który trafia na konkretną stronę to potencjalny klient – pośredni lub bezpośredni. Oferując produkt lub usługi za pośrednictwem sklepu internetowego możemy traktować każde odwiedziny tak samo jak oglądanie wystawy w sklepie tradycyjnym. Z drugiej strony, czytelnicy czytający blogi, artykuły eksperckie na stronie firmowej, przeglądający filmiki lub zdjęcia, nabijają licznik odwiedzin nie kupując niczego. Jednak takie odwiedziny są szalenie cenne, wspomniany licznik odwiedzin może decydować o wysokości wpływów finansowych notowanych przez bloga czy stronę. Im więcej czytelników, tym wyższe stawki za udostępnienie miejsca innemu przedsiębiorcy na baner czy wstawienie artykułu sponsorowanego, lub chociażby za celowe wspomnienie o jego produkcie.
Krótko mówiąc – jest o co walczyć. Niektórzy jednak wybierają drogę na skróty, lub nie chcą inwestować swojego czasu czy też pieniędzy, i tym samym ulegają pokusie kopiowania i publikowania czyjejś własności intelektualnej. I tutaj zaczyna się problem. W przypadku niektórych zdjęć czy tekstów trudno znaleźć autora, lub też dany kontent był powielany tyle razy, iż nie bardzo wiadomo kto publikował pierwszy.
Coraz częściej dochodzi jednak do wysuwania roszczeń przez autorów, których to teksty, grafika czy zdjęcia zostały wykorzystane bez ich wiedzy i zgody. Świadczy to o tym, iż świadomość wśród autorów jest coraz większa. Jednocześnie użytkownicy internetu coraz częściej rozumieją, iż nie są anonimowi, mimo iż często nie podpisują się swoimi nazwiskami, a wytropienie przestępstwa w internetowym gąszczu staje się coraz  realniejsze.

Nie ulega wątpliwości, iż każda osoba publikująca w sieci zdjęcia, grafiki, treści powinna być właścicielem składników publikacji. Sposobów działania zgodnego z prawem jest kilka: umieszczanie treści własnych, np. osobiście napisanych, umieszczanie zdjęć lub grafik, które zostały samodzielnie wykonane. W tym pierwszym przypadku, zawsze mamy gwarancję, iż nie korzystamy z czyjejś własności intelektualnej, mamy pewność, iż nie łamiemy prawa. Druga opcja to wykupowane od właściciela zdjęć lub grafik wraz z prawami autorskimi lub też darmowe ściąganie  plików za wiedzą  i zgodą autora. Istnieją oczywiście różnego rodzaju portale stockowe oferujące darmowe jak i płatne pliki, jednak w pewnym odsetku przypadków nie możemy być pewni, czy umieszczone tam prace faktycznie są własnością osób, które je sprzedają lub udostępniają. Niestety zakup plików wraz z wykupieniem praw autorskich do ich dalszej publikacji od osoby, która de facto nie posiada prawa do odsprzedaży, skutkuje obciążeniem odpowiedzialnością prawną i nieuczciwego sprzedawcę jak również osobę, która skorzystała z fałszywych praw, gdyż nie zmienia to faktu, że wykorzystała własność intelektualną autora. Oczywiście, okolicznością łagodzącą może okazać się brak złych intencji, jednak są to kwestie bardzo złożone. Jeśli dodamy do tego niezbyt precyzyjne, lub często zmieniające się  prawo, otrzymujemy dosyć ryzykowną mieszankę.
W praktyce, trzeba przyznać, iż pozwy autorów domagających się odszkodowań za bezprawne wykorzystanie dzieł i własności intelektualnej  (tekstów, zdjęć, grafik), nie są składane lawinowo. Oczywiście, w mediach, na różnego rodzaju portalach można znaleźć informacje o tego rodzaju konfliktach oraz procesach, jednak nie stanowią one ogromnej liczby.

Jakie konsekwencje?

Najwięcej kwestii spornych, związanych z bezprawnym wykorzystaniem czyjegoś utworu (rozumianego jako tekst pisany, film, prezentacja, grafika, design, znak towarowy, zdjęcia) rozwiązywanych jest polubownie. Często kończy się na mailowym kontakcie, gdzie osoba poszkodowana, czyli autor, prosi osobę publikującą skopiowane utwory o zaniechanie tego rodzaju czynności i zdjęcie wszelkich publikacji, które ukazały się do tej pory. W wielu przypadkach polubowne załatwienie sprawy skutkuje. W świetle prawa, autor może także ubiegać się o odszkodowanie, np. wystawiając polecenie zapłaty opiewające na np.  dwukrotność lub trzykrotność wartości utworu. Najpierw jednak sam autor musi określić realną wartość swojej własności, podać do oficjalnej wiadomości podstawowa wycenę. Najprostszy sposób to opublikowanie cennika w zakładce na stronie internetowej.
Powyżej mówimy o rodzimych, niewielkich sporach na podwórku internetowym, jednak znane są i bardzo szeroko dyskutowane sprawy, które opiewają o gigantyczne odszkodowania. Chodzi tu przede wszystkim o plagiaty piosenek, do których prawa autorskie mają wielkie wytwórnie. Wytropienie np. cech wspólnych dla aktualnie rozbrzmiewającego hitu w stosunku do starszego przeboju, to wstęp do prawdziwej walki na sądowej wokandzie. W grę wchodzą tu przecież bardzo duże sumy pieniędzy.
Kwestią sporną jest jednak wytyczenie cienkiej granicy pomiędzy inspiracją a odwzorowaniem danego motywu noszącego znamiona plagiatu. Litera prawa, ochrona praw autorskich, nie ma możliwości wytyczenia bardzo jasnych zasad, gdyż chodzi o rzecz niepoliczalną, której nie da się tak do końca sklasyfikować i usystematyzować. Interpretacja, w zależności od punktu widzenia, może być elastyczna.

Jak chronić własność intelektualną?

Wykonując grafikę lub inne charakterystyczne elementy do sklepu internetowego, warto jasno zaznaczyć na danej stronie kto jest właścicielem tejże grafiki i innych składników, które strona zawiera. Często stosowanym zabiegiem jest opatrzenie symboli, grafik i zdjęć znakiem wodnym, lub podpisem w rogu. Akie zabiegi często widać na aukcjach internetowych, a także w e-sklepach. Bardziej czasochłonnym zajęciem będzie z pewnością profilaktyczny rekonesans po stronach konkurentów w celu porównania ich publikacja z tymi naszymi, jednak czasem warto poświęcić kilka chwil na taki zabieg. W przypadku publikacji własnych artykułów, opisów produktowych i innych treści, wystarczy co jakiś czas sprawdzać w wynikach wyszukiwania w Google, czy przeglądarka nie wyrzuci nam plagiatów. Osoby tworzące strony internetowe dobrze wiedzą, że istnieje pewien sposób na zabezpieczenie tekstu opublikowanego. Chodzi tu o zapewnienie braku możliwości zaznaczania treści i przeklejanie jej za pomocą klawiszy Ctrl + C / Ctrl + V. W praktyce część osób, którym  bardzo zależy na skopiowaniu treści i tak znajdzie sposób na obejście zabezpieczeń.

Publikacja plagiatu z punktu widzenia SEO nie opłaca się

Zostawmy na moment kwestie etyczne. Jest jeszcze jeden ciekawy aspekt. Warto zdawać sobie sprawę z tego, iż interesy autorów artykułów lub innych treści są na szczęście nieco zbieżne z polityką Google. Treści indeksowane jako kontent  nie unikatowy, zawsze będzie miał gorszą wartość, niż oryginał. Teksty, które Google już „widziało”, zwykle układają się w wynikach wyszukiwania na daną frazę niżej niż zawartość unikatowa. Wynika z tego jasno, iż droga na skróty polegająca na kopiowaniu (kradzieży) czyjejś własności intelektualnej nie opłaca się, gdyż automatycznie zostaje niżej oceniona.

Specjaliści od e-commerce wolą iść własną drogą!

Powielanie treści, nadmierne inspirowanie się pomysłami konkurencji w przypadku publikacji artykułów, umieszczania łudząco podobnych zdjęć czy w przypadku designu strony internetowej – mówiąc delikatnie – nie jest mile widziane. I nie chodzi tu już tylko o kwestie prawne. Kopiując drobiazg, można także nabyć trudną do zdjęcia, nieprzyjemną łatkę osoby lub firmy bez własnych pomysłów, bez kreatywności, bazującej na dorobku kogoś innego. Tego rodzaju niuanse bardzo często są wychwytywane przez czytelników, użytkowników danych portali i sklepów. Chodzi tu o klientów stałych, dobrze obeznanych w danej branży, potrafiących bez problemu powiedzieć kto jaki ma asortyment, potrafiących porównać dane sklepy internetowe czy poszczególne firmy. Takie osoby, jak na dłoni, widzą kto jest kreatywny, a kto w nieelegancki sposób próbuje żerować na pracy innych.
Pozostaje jeszcze kwestia ambicji. Specjaliści od e-commerce, ludzie decydujący o kierunku sprzedażowym danej firmy czy marki, na szczęście w większości przypadków lubią chadzać własnymi ścieżkami, mieć co prawda pod kontrolą konkurencję, ale nie wykorzystywać jej pomysłów, wymyślać nowe rzeczy zamiast ucierać stare schematy. Specjalista od e-commerce, powinien posiadać własną wizję i pomagać zespołowi zrealizować swoje autorskie projekty. W taki właśnie sposób buduje się własną pozycję na rynku.

Related Articles

1 KOMENTARZ

  1. Zapomnij o plagiacie – lepiej w takie rzeczy się nie bawić, bo można naprawde słono zapłacić. Jeżeli ktoś ma problem z naruszeniem praw do jego dzieła – zapraszam, chętnie pomogę 🙂 Wrzucajcie komentarze!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Znajdziesz nas także tutaj:

174FaniLubię
0SubskrybującySubskrybuj
- Advertisement -

Latest Articles